Disneyland Paris

Ludzie myślący, że paryski Disneyland jest tylko tanią podróbką swojego amerykańskiego pierwowzoru są w błędzie. Europejski park rozrywki stoi na własnych nogach i większość atrakcji wygląda lepiej niż w Kalifornii. W Anaheim popularne „rides” są bardziej ekscytujące (szybsze, z większymi spadkami), ale po wielu z nich widać, że zostały oddane do użytku ponad 40 lat temu. Francja ma relatywnie nowy park, i mimo że brakuje w nim najnowszych przejażdżek, które niedawno zostały dodane w Ameryce, ma się czym chwalić i przyciągać ludzi.

Tower of Terror & Big Thunder Mountain

W Paryżu są dwa parki: Disneyland i World Disney Studios. I o ile więcej ciekawych przejażdżek jest w tym pierwszym, to jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza znajduje się w drugim. Mowa oczywiście o Tower of Terror, czyli nawiedzonym hotelu, w którym możemy „przejechać się” windą. Przejechać to jednak pewne niedopowiedzenie, bo atrakcja ta nie byłaby tak popularna, gdyby kończyła się wjazdem windą na 8. piętro. Prawdziwą frajdą jest seria niezapowiedzianych spadków. Wyobraźcie sobie, że wjeżdżacie na ostatnią kondygnację w atmosferze strachu i w „obecności” duchów krążących po korytarzach hotelu. Nagle otwierają się okna i widzicie przed sobą panoramę całego parku. Oczy możecie nacieszyć tylko przez chwilę, gdyż nagle zjeżdżacie z zawrotną prędkością, nie wiedząc kiedy się zatrzymacie. Następnie powtórzycie to z cztery czy pięć razy, ale ciągle nie możecie się spodziewać jak nisko spadniecie tym razem.

Kolejnym obowiązkowym punktem programu jest kolejka górska, na którą by się przejechać trzeba czekać w najdłuższej kolejce w parku. „Ride” zaczynacie na stałym lądzie i nagle zjeżdżacie w dół pod jeziorem, by po parudziesięciu sekundach znaleźć się na powierzchni, ale już na wyspie. Wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa, czyli ultraszybka jazda dokoła tytułowej góry, pełna spadków i skrętów. Szczególnie dużo emocji da Wam zajęcie miejsca na tylnym siedzeniu, gdzie zdecydowanie mocniej odczujecie przeciążenia i szybkość.

Wszyscy myśląc o Disneylandzie mają w głowie Myszkę Miki, Kaczora Donalda czy przede wszystkim symbol parku – zamek. Budowla absolutnie nie zawodzi i wygląda jak wyjęta z bajki. W nocy za to, zamek zamienia się w ekran, na którym wyświetlane są do muzyki największe przeboje studia, od Króla Lwa po Gwiezdne Wojny. Co ciekawe, zamek w Paryżu jest znacznie większy niż ten w Kalifornii. Kiedy pojechaliśmy do Anaheim byliśmy zdziwieni, o ile lepiej wygląda to w Europie.

Ratatouille, Piraci z Karaibów, Star Wars, Indiana Jones

Disneyland wypełniony jest przejażdżkami ze znanych filmów, po których nasze wrażenia były przeważnie pozytywne. Najlepszym rajdem o popkulturowej tematyce było Ratatouille, które jest atrakcją z okularami 3D, ale w trakcie jazdy każdy Wasz zmysł jest wystawiony na próbę. Piraci dzieją się pod ziemią i są bardzo klimatyczni, Indiana Jones to rollercoster z obrotami 360 stopni, ale brakuje mu ducha i nawiązań do filmów z Fordem. Najgorzej wypadły Star Warsy, które jak się później okazało, nie dorastają do pięt swoim kalifornijskim pierwowzorom. Będąc w Anaheim to właśnie na tych rajdach poczuliśmy największą różnicę. Do kategorii „strata czasu” trzeba natomiast zaliczyć Armageddon. To bardziej pokaz efektów specjalnych, ale wywołuje tylko efekt znużenia.

Coś dla dzieci, ale nie tylko

Powiedzieć, że niektóre atrakcje w Disneylandzie są wyłącznie dla dzieci to duży błąd. Może i na te przejażdżki wpuszczani są najmłodsi, ale frajdę mają i ich rodzice, i nawet para 30-latków z Polski. Labirynt z Alicji w Krainie Czarów, Aladyn, Toy Story, wspinanie się po wielkim drzewie, pokonywanie linowego mostu, rejs parowcem czy wizyta u Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków – wszystko zabiera cię do świata dzieciństwa i wyobraźni.

Wygląd i organizacja

Park wygląda po prostu fenomenalnie i od razu widać, że zadbano o każdy szczegół. Obsługa mówi po angielsku i na każdym „rajdzie” obowiązuje ten język (poza Star Tours gdzie C-3PO włada tylko płynnym francuskim, podczas gdy w rzeczywistości mówi przecież w 6 milionach języków…). Jest czysto i przemyślanie, ale nie jest to zasługa Francuzów, a trzymania się disneyowskiego klucza. Nie licząc kilku wyjątków paryski park wygląda identycznie jak ten w Kalifornii. Sprawdzonych przepisów w końcu się nie zmienia.

Fastpassy

Disneyland = kolejki. To najważniejsza zasada o jakiej musicie pamiętać przed wejściem. Na szczęście raz na dwie godziny możecie odebrać specjalny bilet tzw. Fastpass na daną przejażdżkę. Na bilecie będą wydrukowane widełki godzinowe z informacją kiedy zostaniecie wpuszczeni do dużo krótszej kolejki dla uprzywilejowanych. W ten sposób z godzinnego czekania robi się 5-10 minut.

Parada

Codziennie o godz. 17:00 przez Main Street USA przechodzi parada, czyli tańczące postaci z bajek Disneya. Wiadomo, że to aktorzy i goście w pluszowych strojach, ale mimo tego fun z oglądania ich jest niesamowity. Muzyka szybko wpada do głowy, a człowiek stoi jak w transie i wypatruje, którą postać pamięta ze swojego dzieciństwa. Shut up and take my money Disney!

Hotel

W Disneylandzie spędziliśmy trzy pełne dni, by móc przejechać się na każdym możliwym rajdzie. By oszczędzić polecamy opcję na dwie doby, które w zupełności wystarczą, by zobaczyć wszystko. Dojazd z Paryża do Marne La Vallee (gdzie mieści się park) na pewno byłby upierdliwy, dlatego za naszą bazę Domi obrała Vienna House Dream Castle, spod którego jeździliśmy do parku darmowym autobusem. Hotel miał swoje lata świetności za sobą, ale zarówno pokoje, jak i śniadania były na dobrym poziomie. Jedynym minusem był fakt, że czasami kolejka na śniadania była długa… na dwa piętra!

Podsumowanie

Przed przyjazdem bałem się, że europejski Disneyland będzie odstawał od swoich amerykańskich braci. Z radością możemy jednak we dwójkę przyznać, że bawiliśmy się świetnie. Nasze 3 dni przypadły na weekend majowy, którego we Francji się nie obchodzi, także tłumy nie były przerażające. Spokojnie mogliśmy spacerować po całym parku i dwu albo trzykrotnie jeździliśmy na najlepszych atrakcjach. Oczywiście w Stanach w pewnych aspektach jest lepiej i więcej, ale Disneyland Paris jest absolutnie wart swojej ceny.

Takie tam ze SpiderManem

Ile to kosztowało

3 pełne dni w Disneylandzie, wejście do 2 parków dla dwóch osób:

Lot – 900 zł (z Warszawy do Paryża, w dwie strony)
Uber – 450 zł (do hotelu i powrotny na lotnisko)
Hotel – 3600 zł (5 nocy ze śniadaniem)
Bilety do parku – 1800 zł
Jedzenie – 600 zł (Five Guys i Vapiano + hotel)

Opublikowane przez WhyistheRumAlwaysGone

Poznaliśmy się na studiach ponad 11 lat temu, od pięciu jesteśmy małżeństwem. Od tego czasu mieszkaliśmy w Lublinie, Krakowie i Warszawie. Zwiedziliśmy oba wybrzeża USA, byliśmy wspólnie w Anglii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech (milion razy), Austrii, Czechach, Rumunii, Finlandii, Egipcie, Tunezji, na Słowacji czy Ukrainie. Teraz polecieliśmy tam gdzie jeszcze nas nie było.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: