Miami

Na początku musimy rozgraniczyć najważniejszą kwestię. Miami Beach to jeden wielki kurort i zarazem wyspa połączona z lądem kilkoma mostami. Różni się zdecydowanie od Miami, czyli jednego z największych miast Ameryki, które ma swoje imponujące Downtown, ale również biedne dzielnice i problem z przestępczością. Miami warto odwiedzić, ale to w Miami Beach trzeba się zatrzymać.

Miami Beach to miejsce wyjęte prosto z najpiękniejszej bajki. Kilometry wspaniałego, biało-żółtego piasku, lazurowa woda w oceanie, niesamowicie klimatyczne budki ratowników, ogromne ilości (bo nie da się ich zliczyć) palm i drapacze chmur, czyli hotele spoglądające na najpiękniejsze wybrzeże Ameryki. W skrócie ultimate holiday destination!

South Beach – najlepsza plaża w USA

Byliśmy na kultowych plażach Los Angeles czyli Santa Monica i Venice Beach, widzieliśmy co ma do zaoferowania San Diego i San Francisco. Zjeździliśmy Long Beach Island, czyli miejsce wypoczynku mieszkańców New Jersey. Przejeżdżaliśmy przez Long Beach, Surf City, Ship Bottom, Fort Lauderdale. I żadne z tych miejsc nie mogło się równać South Beach. Większość z nich było wspaniałe, nie zrozumcie nas źle, jednak wizytówka Florydy jest nią nie bez powodu. Atlantyk w tym miejscu jest jak z broszury agencji turystycznej. Pacyfik przy LA jest bardzo wzburzony co umożliwia surfing, ale nie spokojne pływanie. W Miami nie ma tego problemu.

Ocean Drive – imprezy w karaibskim stylu przy domach bogaczy

O ile najdroższą ulicą w USA jest Rodeo Drive w Los Angeles, to Ocean Drive jest najbardziej kolorową, pełną życia i imprezową promenadą na Florydzie, a może i w cały kraju. Nie bez przyczyny to właśnie tutaj swój dom miał Gianni Versace, który lubował się w głośnych i dekadenckich imprezach.
Na Ocean Drive zobaczycie piękne hotele, samochody, drogie i te średniego szczebla restauracje. Za dnia znajdziecie tam spokój nie podobny dla takiego kurortu, ale w nocy możecie wpaść w wir, z którego trudno się wydostać 😉

Gdzie mieszkać, jak się poruszać?

Środek transportu, który wybierzecie zależy od tego gdzie się zatrzymacie. My przez 2 tygodnie mieszkaliśmy w hotelu/hostelu Freehand, który bardzo polecamy. Z jednej strony tanie (jak na Miami Beach) spanie, a z drugiej świetna lokalizacja. Nie dość, że do Middle Beach mieliśmy jakieś 4-5 minut piechotą, to na South Beach dojeżdżaliśmy darmowym autobusem, który zatrzymywał się tuż przy hotelu. Innym rozwiązaniem były rowery, których pełno jest na całej wyspie, a w szczególności bliżej południowej strony.

Sam hotel był schludny, choć w łazience można było spotkać karalucha (witamy na Florydzie!). Mieszkaliśmy w pokoju dwuosobowym, ale można też wybrać opcję hostelową i zatrzymać się w dzielonym pokoju z ośmioma nieznajomymi, co na pewno wyjdzie ekonomiczniej. Śniadania to kpina, ale czasem udało się odczekać te 15 minut, by położyć rękę na bananie albo toście. Na terenie hotelu znajduje się jeden z bardziej znanych barów w Miami Beach – Broken Shaker, więc prawie każdej nocy odbywała się jakaś impreza, ale nie przeszkadzało to w wypoczynku. Gorąco polecamy to miejsce!

Pogoda – rysa na diamencie

Gdybyśmy byli milionerami jedyną rzeczą powstrzymującą nas przed przeprowadzką do Miami Beach byłaby pogoda. Kiedy zaczyna się sezon to jest wprost bajkowo, gorzej jednak jeśli jak ostatni idioci nie sprawdzicie pogody i pojedziecie we wrześniu – w trakcie sezonu huraganowego. Miłym zrządzeniem losu (jako że głupi ma zawsze szczęście) w czasie 14-dniowego pobytu padało tylko przez 2 dni, a huragan Irma uderzył w wybrzeże 3 dni po naszym wyjeździe. Jadąc na lotnisko przypatrywaliśmy się tylko jak właściciele sklepów zabijali je deskami… Inna sprawa to wilgotność, która jest bardzo wysoka, przez co w trakcie dnia jest duszno. Największą ulgę da Wam wtedy bryza znad oceanu lub zanurzenie się w wodzie. Pogoda zdecydowanie nie dla każdego.

Miami – miasto

Miami to nasz pierwszy kontakt z wielkim amerykańskim miastem i z ręką na sercu powiem, że przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Drapacze chmur, pełno zieleni, rzeka pośrodku miasta, przystanie pełne łódek i jachtów, zwodzone mosty, futurystyczne (darmowe!) kolejki miejskie z przystankami nad ziemią. Czuliśmy się jak w odcinku Jetsonów!

Co jeść, gdzie chodzić?

Będąc w Miami (niezależnie w którym!) trzeba koniecznie spróbować kanapek Cubanos, popić Cuba Libre i rozkochać się kulturze Hawany. Polecamy szczególnie Versailles, gdzie można spotkać dużo lokalsów. Wystrój nie powala, obsługa również, ale jedzenie było bardzo dobre. Taniej i mniej lokalnie, ale smacznie jest za to w Hiro’s Sushi Express South oraz sieci z burgerami Five Guys. Obie knajpy znajdują się 10 minut piechotą od South Beach, więc można śmiało planować dzień na plaży. Minus? Miami nie jest rajem dla foodies, więc doradzamy sprawdzać knajpy z wyprzedzeniem. Wchodząc z ulicy możecie trafić na niedobre jedzenie i jeszcze słono przepłacić.

Little Havana i inne atrakcje

Nasze doświadczenie z Little Havana było mocno średnie, ale nie możemy Wam tej dzielnicy odradzać, gdyż wiele czynników wpłynęło na to, że tak jak szybko tam przyjechaliśmy, tak szybko wracaliśmy na wybrzeże. Zbyt wiele osób rozpływa się nad tym miejscem, by myśleć że na pewno widzieliśmy wszystko co powinniśmy.

Jeśli chodzi o atrakcje to należy też ich szukać poza miastem. Niedaleko od Miami leży ukochane miejsce Ernesta Hemingwaya – Key West, majestatyczny Park Narodowy Everglades z dziko żyjącymi aligatorami i pytonami, czy Orlando, gdzie świetnie będziecie się bawić w DisneyWorld lub Universal Studios. O wszystkich tych miejscach przeczytacie na naszym blogu.

Podsumowanie

Czy warto jechać do Miami? Naszym zdaniem powinniście rzucić wszystko i wsiadać w pierwszy samolot, uprzednio sprawdzając prognozę pogody! Miami Beach to miejsce bajkowe, wydawałoby się ekskluzywne, ale tak naprawdę dostępne. To miasto jest wybitnym miejscem wypoczynkowym i dobrym hubem do zwiedzania Florydy. Co ciekawe, większość ludzi mówi tam po hiszpańsku i byliśmy w paru miejscach, gdzie nie mówiono po angielsku! Problem bezdomności, który w Kalifornii jest POTWORNY, tutaj jest praktycznie niedostrzegalny. Jeśli myślicie gdzie jechać w podróż poślubną to mamy nadzieję, że po przeczytaniu tego wpisu już wiecie. Ani my, ani Will Smith nie możemy się mylić.

Miami is always super, duper lit.

Post Malone

Ile to kosztowało

14 dni w Miami dla dwóch osób:

Lot – 3800 zł (w dwie strony z Warszawy, przesiadka w Wiedniu)
Hotel -6700 zł (14 nocy ze „śniadaniem”)
Jedzenie + Ubery – ok. 8 000 zł (było to w 2017 roku i nie mamy jak sprawdzić dokładnie rachunków)

Opublikowane przez WhyistheRumAlwaysGone

Poznaliśmy się na studiach ponad 11 lat temu, od pięciu jesteśmy małżeństwem. Od tego czasu mieszkaliśmy w Lublinie, Krakowie i Warszawie. Zwiedziliśmy oba wybrzeża USA, byliśmy wspólnie w Anglii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech (milion razy), Austrii, Czechach, Rumunii, Finlandii, Egipcie, Tunezji, na Słowacji czy Ukrainie. Teraz polecieliśmy tam gdzie jeszcze nas nie było.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: