Waszyngton

Waszyngton ma swoje niezaprzeczalne plusy i cieszymy się, że mogliśmy go zobaczyć z bliska. Jest to jednak na pewno miasto na jedną wizytę. Przez 10 godzin na miejscu widzieliśmy wszystko na czym nam zależało i gdybyśmy mieli tam nagle wrócić nie wiedzielibyśmy za bardzo po co. Stolica USA to zdecydowanie wycieczka fakultatywna, a nie główny punkt programu.

Budynki, które robią wrażenie

Nie oszukujmy się, każdy na świecie wie co to Biały Dom, także znalezienie się pod nim byłoby na pewno jakimś wydarzeniem dla każdego. Szczerze mówiąc jednak, jest to jedno z tych miejsc, które bardziej zawodzi niż ekscytuje. Podobne odczucia mieliśmy ze Statuą Wolności czy Koloseum. Fajne, ale telewizyjne ujęcia sprawiały dużo lepsze wrażenie niż rzeczywistość. Na pewno na taki odbiór miał wpływ fakt, że wszystkie okoliczne ulice w dniu naszej wizyty były zamknięte i obstawione policją. Biały Dom widzieliśmy więc z pewnej odległości i nie z tej strony, z której chcieliśmy. Na szczęście nie samą siedzibą prezydenta Stanów Zjednoczonych człowiek żyje. Kapitol, Mauzoleum Abrahama Lincolna, Pomnik Waszyngtona czy staw przed Pomnikiem Lincolna są zdecydowanie bardziej dostępne i robią dużo lepsze wrażenie.

Nasze reakcje na pewno się od siebie różniły. Domi nie interesuje się przesadnie amerykańską polityką i historią, więc te miejsca nie miały dla niej takiego znaczenia jak dla mnie. Oboje jednak poczuliśmy się mocno przejęci, gdy doszliśmy do ogromnego Pomnika II Wojny Światowej czy Vietnam Veterans Memorial.

Waszyngton na piechotę

Ogromnym plusem po Nowym Jorku był fakt, że cały Waszyngton zobaczyliśmy spacerując. Miasto jest niezwykle skondensowane, także od momentu wyjścia z Union Station mieliśmy prosty plan, w którym kierunku iść by zobaczyć wszystko z listy. Nasi amerykańscy przyjaciele dziwili się bardzo, że planujemy CHODZIĆ, ale po co mielibyśmy płacić za transport miejski, skoro jedno kultowe miejsce oddalone jest od następnego o jakieś 15 minut piechotą? Tu nawet nie chodziło o aspekt finansowy, ale o to, że skoro możemy iść to czemu mielibyśmy z tego rezygnować? Koncept dla Amerykanów zupełnie obcy!

Spacer ma to do siebie, że o wszystkim decydujesz Ty. W naszym przypadku oznaczało to częste, ale również bardzo potrzebne przerwy na piwo. Zdecydowanie polecamy knajpę The Dubliner Restaurant. Szczerze nie pamiętamy jak tam dają jeść, ale napić można się odpowiednio i to w niskich jak na Stany cenach. Co ciekawe, było to jedyne miejsce gdzie widzieliśmy tłumy ludzi. W środku ledwo można było szpilkę wcisnąć, co było o tyle szokujące, że sam Waszyngton przypominał miasto duchów.

Od dworca do rzeki Potomak jest niecała godzina na nogach. Po drodze mijacie wszystko co w DC najważniesze.

Arlington – pozycja obowiązkowa

Dzięki śmiesznym jak na Stany odległościom, mogliśmy w trakcie zaledwie jednego dnia na miejscu, wymknąć się z DC i wkroczyć do stanu Wirginia. Tam zobaczyliśmy coś naprawdę niesamowitego – Cmentarz Narodowy w Arlington. Swoje nagrobki mają tam żołnierze, którzy stracili swoje życie w walce, czy też weterani wszystkich wojen począwszy od wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Miejscem, które trzeba koniecznie odwiedzić jest grób prezydenta Johna F. Kennedy’ego i jego brata Roberta. Kawał światowej historii u twych stóp.

Oczywiście po samym cmentarzu można poruszać się specjalnymi wagonikami, co ma zastosowanie szczególnie dla starszych osób. Arlington jest bardzo rozległe i jest tam kilka wzniesień, które trudno byłoby niektórym osobom pokonać. My po raz kolejny jednak wybraliśmy spacer, przez co czuliśmy się jakbyśmy byli na miejscu sami. Dopiero gdy wyszliśmy z cmentarza skorzystaliśmy z metra i po jakimś kwadransie znaleźliśmy się pod dworcem.

Pociągi dla bogatych, autobusy dla reszty

Do Waszyngtonu przyjechaliśmy pociągiem z Newark Penn Station i od razu zrozumieliśmy jak daleką drogę ma do przejścia nasze PKP. Czysto, schludnie, szybko, zazwyczaj na czas i z szybkim, darmowym wifi na pokładzie. Tak można podróżować! Co ciekawe, w drodze do DC nasz pociąg trafił w gałęzie, które po burzy wylądowały na trakcji. W konsekwencji konduktor zmniejszył prędkość, po czym wysadził nas z powodów bezpieczeństwa w Baltimore gdzie… czekał już na nas nowy, podstawiony pociąg. Pełen profesjonalizm, który jednak kosztuje. Bilety na trasie Newark-Waszyngton kosztowały naszą dwójkę 200$ w jedną stronę. Mogliśmy przejechać się taniej autobusem Greyhound, bo za około $40 od pary, ale…

Zdjęcie nie oddaje tego co tam się działo

W USA autobusy są dla ludzi mniej zamożnych przez co komfort podróży pozostawia wiele do życzenia. Siedzenia potrafią śmierdzieć moczem, na dworcu panuje chaos, a o takim czymś jak informacja można zapomnieć. Chcąc wrócić do Newark czekaliśmy ponad godzinę na spóźnionego busa. Na zamkniętym dworcu, z tuzinem autokarów z włączonymi silnikami. Ciemno, brudno, GŁOŚNO + spaliny, które czuć było po czasie na języku. Gdy wyszedłem z kolejki, by dowiedzieć się od obsługi ile jeszcze mamy czekać na busa, zostałem okrzyczany, że przechodzę przez linię i mam czekać jak łaskawie przyjedzie. Bo pasażer ma się słuchać, a pasażer zadający pytania wtyka nos w nieswoje sprawy. Nawet jeśli autobus spóźnia się ponad godzinę. To jest właśnie podróż za $40. Wkurzeni całą sytuacją stwierdziliśmy, że mamy gdzieś takie traktowanie i wydaną kasę, więc udaliśmy się na pociąg. Tam musieliśmy zapłacić $200, ale czuliśmy się jakby zabrano nas z meliny na salony. Przestaliśmy się dusić, uszy zaczęły odpoczywać, a sama podróż była komfortowa.

Podsumowanie

Waszyngton to miasto historii i polityki, w którym poza budynkami nie ma za bardzo co oglądać ani robić. Warto się wybrać jeśli jest się w okolicy, ale nie zaczynalibyśmy przygody ze Stanami od tego miasta. Jest to najbardziej specyficzne miejsce w USA, w którym byliśmy. W przeciwieństwie do panującej tam mody jest małe, przyzwyczajeni do amerykańskich tłumów czuliśmy się jak w post apokaliptycznym filmie. Garstka turystów, mało lokalsów, puste ulice. Idąc możecie spotkać (jeśli na kogoś wpadniecie) senatora albo kongresmena, którzy potem tym samym pociągiem wrócą do Nowego Jorku czy Filadelfii. Po co w końcu zostawać w Waszyngtonie?

If I wanted to go crazy I would do it in Washington because it would not be noticed

Irwin S. Cobb

Ile to kosztowało

Jeden dzień w Waszyngtonie bez noclegu:

Pociągi – 1600 zł (z Newark, w dwie strony)
Jedzenie i picie na miejscu – 300 zł
Metro – 30 zł
Czapka Make America Great Again kupiona dla jaj – 60 zł

Opublikowane przez WhyistheRumAlwaysGone

Poznaliśmy się na studiach ponad 11 lat temu, od pięciu jesteśmy małżeństwem. Od tego czasu mieszkaliśmy w Lublinie, Krakowie i Warszawie. Zwiedziliśmy oba wybrzeża USA, byliśmy wspólnie w Anglii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech (milion razy), Austrii, Czechach, Rumunii, Finlandii, Egipcie, Tunezji, na Słowacji czy Ukrainie. Teraz polecieliśmy tam gdzie jeszcze nas nie było.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: