Everglades

Wypad do Parku Narodowego Everglades zajął nam pół dnia, w trakcie którego zobaczyliśmy aligatory żyjące w swoim naturalnym środowisku. O ile wyobrażaliśmy sobie podróż przez bagna i mokradła trochę inaczej, to ciężko było oczekiwać, by za mniej niż $50 od osoby zabrali nas na niezapomnianą wyprawę do serca rezerwatu w stylu Indiany Jonesa. Everglades jest ogromne i leży na powierzchni 6000 km², czyli gdyby przenieść ten park do Polski to zająłby 2/3 województwa opolskiego. Rozumiemy więc dlaczego w ramach tej wycieczki rzuciliśmy na park tylko okiem.  

Potwory z bagien

Przed wykupieniem biletu dostaliśmy informację, że firma nie daje pewności, że podczas 60-minutowego rejsu po bagnach na pewno zdołamy zobaczyć aligatory. Ryk silników, pochodzących od szeregu airboatów przepływających co chwilę po tej samej, z góry wytycznej, trasie nie powoduje, że aligator chce nagle wypłynąć na powierzchnię do zdjęcia. Dlatego też ucieszyliśmy się, że w trakcie touru ujrzeliśmy dwa młode osobniki. Dużo zawdzięczamy siedzącej przed nami Włoszce, która nagle zaczęła krzyczeć: „Coccodrillo! Coccodrillo!”, zwracając naszą uwagę.

Natura niedotknięta przez człowieka

Oczywiście wiemy, że wpływ ludzi na Everglades jest coraz większy, a nasza obecność tam na zorganizowanej wycieczce najlepiej świadczy o fakcie, że ta natura nie jest tak do końca „niedotknięta”. Kiedy jednak wypłynęliśmy wgłąb parku mogliśmy zobaczyć wyłącznie bagna, ptaki i rośliny. Jak okiem sięgnął, cały horyzont wypełniony był przyrodą w swoim naturalnym stanie. O ile same aligatory były fajne, to prawdziwym języczkiem u wagi była właśnie natura.

A na koniec show

Po zwiedzaniu mokradeł zabrano nas na „Gator Show”, czyli wkładanie głowy do pyska otumanionego aligatora. Ten element wizyty nie podobał się nam, dlatego też nie chcieliśmy robić sobie zdjęcia z małym krokodylem, który miał związany pysk. Ludzie z Everglades Holiday Park robią jednak ten show, by zarobione pieniądze w jakiejś części przeznaczać na ratowanie zwierząt. Do ich codziennych zajęć należy łapanie aligatorów, które zabłądziły w okolicach przedmieść. Hycle z Florydy odławiają zbłąkane gady np. z przydomowych basenów.

Podsumowanie

Wycieczka na pewno jest warta swojej ceny, ale było to jednak lizanie cukierka przez papierek. Inne biura proponują nawet 2-dniowe eskapady do samego serca Everglades, które na pewno są bogatsze o dreszczyk emocji. W czasie kilkugodzinnego postoju są też większe szanse na zobaczenie florydzkiej fauny w całej okazałości (np. pytonów, rysi czy pum). Poza show, które było zupełnie niepotrzebne, do gustu nie przypadło nam… jedzenie. Lokalny bar nie oferował nic ciekawego poza amerykańskimi standardami w wersji ekstra tłustej. Z tercetu chili cheese fries, onion rings, Budweiser, najlepiej smakowało piwo.

If the devil ever raised a garden, the Everglades was it.

James Carlos Blake

Ile to kosztowało

Prawie 4-godzinny tour do Everglades dla dwóch osób:

Tour – 360 zł (w tym transport spod hotelu w Miami, w dwie strony)
Jedzenie – 80 zł (ale wolelibyśmy zostać przy samym piwie)

Opublikowane przez WhyistheRumAlwaysGone

Poznaliśmy się na studiach ponad 11 lat temu, od pięciu jesteśmy małżeństwem. Od tego czasu mieszkaliśmy w Lublinie, Krakowie i Warszawie. Zwiedziliśmy oba wybrzeża USA, byliśmy wspólnie w Anglii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech (milion razy), Austrii, Czechach, Rumunii, Finlandii, Egipcie, Tunezji, na Słowacji czy Ukrainie. Teraz polecieliśmy tam gdzie jeszcze nas nie było.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: