Singapur

Singapur to prawdziwy tygiel kulturowy, religijny i kulinarny. Łączy ze sobą futurystyczne, finansowe centrum, bardziej tradycyjne i biedniejsze przedmieścia, niewspółmierne do wykroczeń kary oraz czystość, której próżno szukać w innych azjatyckich państwach. To państwo-miasto imponuje praktycznie na każdym kroku i sprawia, że człowiek po prostu chce tam wrócić. Singapur jest też wspaniałą namiastką Nowego Jorku, którego przypomina swym rozmachem i którego chciałby dogonić. Jeśli marzysz o wyprawie do NYC, ale fundusze pozwalają ci „tylko” na Singapur to radzimy szybko pakować walizki. Warto!

Marina Bay Sands

Hotel który stał się wizytówką całego kraju. Ogromy statek położony na trzech wysokich budynkach, balkony pokryte bujną roślinnością i niesamowity widok na tutejsze Downtown. Marina Bay Sands robi wrażenie za dnia, ale to w nocy cieszy oko najbardziej kiedy nadaje całej okolicy niesamowitego klimatu. Nie zatrzymaliśmy się tam z oczywistych przyczyn finansowych, ale musieliśmy wjechać do Sky Baru na 57. piętrze w trzecim budynku (patrząc od strony zatoki ten po prawej). Wejście do godziny 21:00 było gratis, ale musieliśmy kupić coś w barze. Dwa razy Cuba Libre i byliśmy o 140 zł ubożsi, jednak widoki rekompensowały tę budżetową niedogodność.

Gardens by the Bay

Kolejny z symboli miasta, czyli futurystyczne ogrody z pięknie podświetlonymi, ogromnymi drzewami. Było to miejsce, które odwiedzaliśmy najczęściej, gdyż klimatyczne ogrody w połączeniu z bliskością imponującego Downtown i pokazami świateł były na tyle magiczne, że człowiek wpadał tam w swego rodzaju trans. Wejście na wyższy poziom ogrodów (skąd jest lepsza widoczność na cały park) jest płatne, dlatego my zdecydowaliśmy się zostać bardziej przy ziemi i wcale tego nie żałujemy. Gardens by the Bay zwiedziliśmy z każdej możliwej strony i napawaliśmy się niesamowitymi widokami praktycznie bez ograniczeń. Oprócz imponujących drzew warto zwrócić uwagę na zmieniające kolory jajka w stawie, Cloud Forest czy oryginalną sztukę. Wchodząc na teren zatoki singapurskiej człowiek przenosi się do innego świata.

Merlion & Downtown

Imponujący posąg w kształcie głowy lwa, wypluwający ze swej paszczy wodę, dzięki czemu przypomina fontannę, to symbol całego Singapuru. Oddalony jest od Mariny o około 20 minut piechotą i mimo że nie jest największą budowlą w okolicy, to łatwo traficie na niego widząc skupisko turystów. Merlion nadaje całemu Downtown azjatyckiego klimatu i przypomina ci, że może wydaje ci się, że to Nowy Jork, ale tak naprawdę ciągle jesteś na Dalekim Wschodzie. Z niewielkiego mostu przy Lwie rozpościera się wspaniały widok na całą zatokę, czyli singapurski skyline czy Marinę Bay Sands.

Co ciekawe, odległości w samym centrum są bardzo małe i wszędzie uda się Wam dostać spacerem. Nawet Downtown, mimo że imponujące, jest tak naprawdę malutkie i dość szybko ogromne budynki ustępują miejsca niskiej zabudowie, lokalnym sklepom czy punktom 7Eleven. Zamiast wydawać niepotrzebnie kasę na taksówki wystarczy się przejść, a człowiek i tak zobaczy wszystko to co chciał. Zresztą nie oszukujmy się, jadąc do Singapuru to właśnie atrakcje nad zatoką cieszą się największą popularnością.

Sentosa

Sentosa to wyspa na samym południu kraju, do której możecie bez problemów dojechać metrem, a w zasadzie do mostu, który łączy ją z lądem. Poruszając się po wyspie od razu rzuca się w oczy zmiana scenerii. Bujne lasy przypominające dżungle, pełno parków rozrywki i aquaparków, imponujące wzniesienia czy nawet… sztuczna plaża wybudowana tylko dla podniesienia poziomu życia Singapurczyków. Na samym południu sztucznej wyspy znajduje się nawet tabliczka: „Wysunięty najbardziej na południe punkt kontynentalnej Azji”. Dalej już tylko Indonezja i Australia.

Na Sentosie jest też bliski naszemu sercu Universal Studios, ale tym razem nie skorzystaliśmy z tej przyjemności, gdyż sprawdziliśmy, że dostępne atrakcje nie umywają się do tych w Los Angeles, czy przede wszystkim w Orlando. Chodzenie po całej wyspie zajęło nam cały dzień i nie żałujemy, że wybraliśmy się na tę wycieczkę. Wyciszenie się od zgiełku wielkiego miasta i zagłębienie się w tutejszej naturze (choćby i tej sztucznej) to miła zmiana klimatu. Jeśli jednak chcecie naprawdę odpocząć i się wyciszyć to koniecznie w…

Ogrody Botaniczne

Absolutnie darmowa rozrywka i to rozrywka w najlepszym wydaniu. Wielki i imponujący tropikalny park pośrodku miasta. Multum zbiorników wodnych, palm, bujnej roślinności, klimatycznych miejsc gdzie możecie usiąść na ławeczce, muszla koncertowa z rzeźbą Chopina czy Ogród Orchidei (5 dolarów singapurskich od głowy za wejście). Jest gdzie się opalać, jest też gdzie uciec od słońca i zjeść piknik na dużej polanie. Balbao Park w San Diego miał być równie imponujący co Central Park, a nie wytrzymał nawet najmniejszego porównania. To właśnie Ogrody Botaniczne w Singapurze są najbliższe ideałowi, jakim jest w naszych oczach nowojorski park. Brakuje im odniesień do popkultury czy amerykańskiego skyline’u, ale jest to absolutny must see!

Arab Street, Chinatown, Little India

Tygiel kulturowy, o którym wspomnieliśmy najlepiej widać spacerując po etnicznych dzielnicach miasta. Arab Street to znana nam z wcześniejszych wizyt na Bliskim Wschodzie typowo muzułmańska okolica, z tym wyjątkiem że pozbawiona piachu i tak czysta, że aż lśniąca. Zdecydowanie polecamy wybranie się tam na spacer, gdyż Singapurczycy pokazują co można by osiągnąć np. w Egipcie przy bardziej restrykcyjnym prawie i zachowaniu czystości. Zdecydowanie gorzej wypada Little India, która stawiając sprawę uczciwie jest jednym wielkim pierdolnikiem, bez wyraźnego centrum, ani imponujących budowli. Ciekawe jest to, że 15 minut po spacerowaniu wśród muzułmanek w burkach, znaleźliśmy się wśród tabunu Hindusów z charakterystycznymi kropkami na czole.

Największy rozmach ma Chinatown, ale trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę ilu ludzi pochodzenia chińskiego mieszka w Singapurze. Zbliżający się Nowy Rok Chiński (Rok Szczura) spowodował, że na każdym kroku towarzyszyły nam świąteczne dekoracje, nadające okolicy klimatu. Co istotne, Singapur zyskał niepodległość w 1965 roku (jest w wieku naszych ojców!) i widać, że mając pieniądze i budując od zera można skutecznie udoskonalać zachodnie koncepty urbanistyczne. Szczególnie kiedy nie mówimy o renowacji bądź dopasowywaniu budynków do istniejącej architektury, ale zaczynaniu budowy od czystej kartki papieru, albo jak w przypadku Singapuru – od bagien i mokradeł.

Gdzie jeść? Gdzie mieszkać?

Dobre i tanie jedzenie znajdziecie albo na ulicy Geylang (gdzie jest sporo tanich hoteli) albo w popularnych w całym Singapurze Hawker Centre. Tych ostatnich jest około 8 rozrzuconych w całym mieście (nawet w Downtown) i właśnie tam zjecie dobre posiłki za 3-5 dolarów singapurskich (9-15 złotych). Sam Singapur jest niestety drogi, dlatego takie miejsca są dla turystów darem z niebios. Warto jednak pamiętać, że mówimy ciągle o tyglu kulinarnym. W Hawker Centre znajdziecie czasem nawet 200 stanowisk z jedzeniem, ale będzie tam naprawdę wszystko. Kuchnia singapurska (chicken rice – polecamy szczerze!), tajska, malajska, indonezyjska, japońska, turecka, koreańska, chińska czy wietnamska. Gorzej, że większość z nich nie jest odpowiednio opisana, więc w większości przypadków bierzecie to, co ładnie wygląda na obrazku.

Nasz hotel mieścił się tuż przy Geylang i bardzo go sobie zachwalamy. Ibis Budget był malutki, ale czysty i jak na Singapur tani. Co ciekawe, w przeciągu miesiąca dwóch naszych znajomych również było w Mieście Lwa i obaj zatrzymali się na tej samej ulicy, ale w innych hotelach. Jak tanio i pewnie to najlepiej właśnie tutaj, ale musicie też wiedzieć, że ta okolica znana jest również ze sporej liczby… domów publicznych.  

Jak się poruszać?

Tam gdzie możecie idźcie spacerem bo zobaczycie wiele świetnych rzeczy i miejsc. Jednak mimo, że Singapur jest relatywnie mały, to sporo czasu trzeba by poświęcić na przejście go w całości. Wtedy pomocną dłoń podaje Wam niesamowite metro, czyli najsprawniej działająca, najczystsza i najlepiej wyglądająca sieć podziemnych pociągów, jaką w życiu widzieliśmy. Kluczem z punktu widzenia oszczędności jest zakup EZ-Link Card, na którą nabijacie sobie kolejne dolary, by jeździć po całym kraju (jak to brzmi!). Zwykły bilet może kosztować 3,5 dolara, ale dzięki karcie tę samą trasę pokonacie za max 1,5. EZ-Link Card kupicie w biurze informacyjnym, które mieści się na każdym przystanku metra. Kosztuje 10 dolców, z czego 5 kosztuje sama karta (którą potem możecie zwrócić i dostać te $5 z powrotem), a za drugie pięć możecie śmiało podróżować.

Fine City

Czyli dobre miasto, ale też miasto kar. Grzywny i kary w Singapurze obrosły legendą, ale zdecydowana większość z nich to prawda. W czasie naszego 5-dniowego pobytu problemów z prawem nie mieliśmy, ale też staraliśmy się stosować do miejscowych rozporządzeń. Na przykład takich:

– zakaz żucia czy posiadania gumy (takową może przepisać tylko lekarz)
– zakaz picia czy jedzenia w metrze (kara to 500 dolców)
– zakaz chodzenia po mieszkaniu nago (przy odsuniętych zasłonach, sąsiad może na ciebie naskarżyć)
– zakaz oddawania moczu po godz. 22 na stojąco (jest to zakłócanie ciszy nocnej)
– kara śmierci za posiadanie narkotyków, jakichkolwiek

Nas najbardziej zabolało jednak, że sprzedaż alkoholu była wstrzymywana od godz. 23 (w dni pracujące) i od 21 w weekendy. Oznaczało to, że nie mogliśmy kupić sobie piwa w 7Eleven, mimo że spóźniliśmy się jakieś 5 minut. W knajpie to inna historia, zakaz nie obowiązywał, ale ceny były z kosmosu. Jedno piwo potrafiło kosztować więcej niż dwa dania.

Podsumowanie

Singapur jest przepiękny i futurystyczny. Technologia w nim dostępna powodowała, że szczęki nam opadały, a po USA nie wydawało nam się to możliwe. Rejon zatoki to miejsce wyjęte z książki science-fiction i przebywanie w tej lokalizacji przyprawiało nas o gęsią skórkę. Cenowo wyglądał lepiej od Nowego Jorku, zarówno pod kątem metra, jak i hotelu. Jedzenie jest smaczne (jeśli wiecie co zamawiacie) i tanie (jeśli wiecie gdzie zamawiacie). Najgorzej było z alkoholem, który był horrendalnie drogi, co zaraz zobaczycie na naszym wykresie.

Płatność kartą jest dostępna głównie w centrum, ale poza nim pamiętajcie, że to ciągle Azja i gotówka nadal króluje. Co ważne, jeśli przyjedziecie do Singapuru to po odprawie na lotnisku powinniście: 1. Wymienić pieniądze 2. Kupić EZ-Link Card 3. Kupić kartę SIM. My zrobiliśmy to dopiero drugiego dnia, co trochę związało nam ręce na starcie. Dostępność darmowego WiFi jest spora, ale jeśli chcecie zwiedzać i mieć zawsze neta to bez tego ani rusz. Polecamy też aplikację, która pomagała nam przy planowaniu wycieczek po mieście.

Singapore has been incredibly well-managed. It was created out of the swamp, with a strong emotional idea: a safe place for mostly Chinese, but accepting other cultures and other races.

Nicolas Berggruen

Ile to kosztowało?

6 dni w Singapurze dla dwóch osób:

Lot – 4300 zł (z Warszawy, przez Dubaj, w jedną stronę)
Hotel – 885 zł
Reszta poniżej:

Opublikowane przez WhyistheRumAlwaysGone

Poznaliśmy się na studiach ponad 11 lat temu, od pięciu jesteśmy małżeństwem. Od tego czasu mieszkaliśmy w Lublinie, Krakowie i Warszawie. Zwiedziliśmy oba wybrzeża USA, byliśmy wspólnie w Anglii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech (milion razy), Austrii, Czechach, Rumunii, Finlandii, Egipcie, Tunezji, na Słowacji czy Ukrainie. Teraz polecieliśmy tam gdzie jeszcze nas nie było.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: